
Na jednym słoiku miodu manuka widnieje MGO 100+, na innym 400+, a produkty oznaczone 550+ potrafią kosztować znacznie więcej. Liczby te nie są przypadkową skalą wymyśloną przez producentów. Odnoszą się do zawartości metyloglioksalu, czyli związku charakterystycznego dla miodu manuka. Co ciekawe, nie trafia on do miodu w dużej ilości bezpośrednio z kwiatu. Badanie opublikowane online 21 marca 2009 r. w „Carbohydrate Research” wykazało, że jego głównym prekursorem jest obecny w nektarze mānuka dihydroksyaceton, czyli DHA.
Na opakowaniach miodu manuka można znaleźć kilka różnych oznaczeń. Jednym z najbardziej widocznych jest właśnie MGO. Dla osoby, która kupuje taki miód po raz pierwszy, różnica między MGO 100+, 250+, 400+ czy 550+ może wyglądać jak zwykła skala jakości.
W rzeczywistości chodzi o coś znacznie bardziej konkretnego. Im wyższa liczba MGO, tym więcej metyloglioksalu znajduje się w danej partii miodu. Nie oznacza to jednak, że MGO 400+ jest cztery razy „lepsze” od MGO 100+ albo że najwyższy numer zawsze oznacza najlepszy wybór.
Co oznacza MGO na opakowaniu?
MGO to skrót od angielskiej nazwy methylglyoxal, czyli metyloglioksalu. Jest to związek występujący w wielu produktach i organizmach, jednak w miodzie manuka może osiągać wyjątkowo wysokie stężenia.
Liczba umieszczona obok skrótu odnosi się do jego zawartości wyrażonej w miligramach na kilogram miodu. Oznaczenie MGO 400+ informuje więc, że deklarowany poziom metyloglioksalu wynosi co najmniej 400 mg/kg produktu.
Nie są to procenty ani jednostka „mocy”. MGO 400+ nie oznacza 400 proc. ani czterystukrotnie silniejszego działania od produktu z niższym numerem.
Dlaczego więc producenci tak mocno eksponują ten parametr? Metyloglioksal jest jednym z głównych związków odpowiadających za charakterystyczną, nieperoksydową aktywność przeciwdrobnoustrojową miodu manuka. W badaniach wykazano wyraźny związek między jego stężeniem a taką aktywnością.
MGO nie czeka gotowe w nektarze
Najciekawsze jest to, skąd metyloglioksal właściwie bierze się w miodzie.
Badacze z University of Waikato analizowali nektar kwiatów mānuka oraz świeżo powstały miód. W nektarze znaleźli wysokie stężenia dihydroksyacetonu, czyli DHA, natomiast MGO nie było w nim wykrywalne.
Świeży miód również zawierał dużo DHA i stosunkowo niewiele metyloglioksalu. Sytuacja zmieniała się podczas przechowywania. Wraz ze spadkiem stężenia DHA rosła ilość MGO.
Badanie pokazało więc, że to właśnie DHA obecny w nektarze jest głównym prekursorem metyloglioksalu w nowozelandzkim miodzie manuka.
Pszczoły nie zbierają z kwiatów gotowego „MGO 400+”. Przynoszą nektar zawierający dużo DHA, a część tego związku dopiero później przekształca się w metyloglioksal.
Zawartość MGO może zmieniać się z czasem
To tłumaczy również, dlaczego świeżo odebrany miód nie musi mieć dokładnie takiego samego profilu chemicznego jak ten sam produkt po okresie przechowywania.
W badaniu z 2009 r. podczas przechowywania w kontrolowanych warunkach stężenie DHA malało, a MGO rosło. Proces nie trwa jednak bez końca i nie oznacza, że wystarczy długo trzymać słoik w szafce, aby uzyskać coraz „lepszy” miód.
Na przemiany zachodzące w produkcie wpływają między innymi czas i temperatura. Zawartość DHA oraz MGO może więc zmieniać się wraz z przechowywaniem.
Ta zmienność ma także znaczenie przy ocenie autentyczności miodu. Nowozelandzkie Ministry for Primary Industries nie wykorzystuje MGO jako samodzielnego markera pozwalającego potwierdzić, że produkt rzeczywiście jest miodem mānuka.
Wyższe MGO nie oznacza automatycznie lepszego miodu
Na sklepowej półce łatwo odnieść inne wrażenie. Obok siebie stoją słoiki MGO 100+, 250+, 400+ czy 550+, a cena zazwyczaj rośnie wraz z numerem.
Wyższa wartość oznacza rzeczywiście większą zawartość metyloglioksalu. Nie jest jednak pełną oceną jakości produktu.
Sama liczba MGO nie mówi wszystkiego o pochodzeniu miodu, jego świeżości, sposobie przechowywania czy autentyczności. Nie oznacza również, że przeciętny konsument odniesie większą korzyść tylko dlatego, że wybierze produkt z najwyższym możliwym numerem.
MGO jest więc konkretnym parametrem chemicznym, a nie uniwersalną oceną całego słoika.
MGO i UMF nie oznaczają tego samego
Na opakowaniach miodu manuka pojawia się także skrót UMF oraz liczby takie jak 5+, 10+, 15+ czy 20+. Nie jest to drugi sposób zapisania dokładnie tego samego parametru.
MGO określa zawartość jednego związku – metyloglioksalu. UMF jest szerszym systemem oceny i certyfikacji.
W obecnym systemie UMF bierze się pod uwagę cztery parametry: MGO, DHA, leptosperynę oraz HMF.
Każdy z nich wnosi inną informację. MGO pokazuje zawartość metyloglioksalu, DHA jest jego prekursorem, leptosperyna jest jednym z markerów charakterystycznych dla miodu mānuka, a HMF pomaga oceniać m.in. wpływ przechowywania i ogrzewania produktu.
Według aktualnej tabeli UMF oznaczeniu 5+ odpowiada co najmniej 83 mg MGO/kg, UMF 10+ – 261 mg/kg, UMF 15+ – 512 mg/kg, a UMF 20+ – 826 mg/kg.
Nie oznacza to jednak, że system UMF można sprowadzić do prostego przelicznika MGO. Ocenia on więcej niż zawartość jednego składnika.
Samo MGO nie potwierdza, że to prawdziwy miód manuka
To ważne zwłaszcza przy droższych produktach.
Nowozelandzkie Ministry for Primary Industries opracowało oficjalne kryteria pozwalające określić, czy miód przeznaczony na eksport może być oznaczony jako mānuka. W laboratorium bada się cztery określone markery chemiczne oraz jeden marker DNA pochodzący z pyłku rośliny mānuka.
MGO nie należy do tych pięciu wymaganych markerów.
Nowozelandzkie władze analizowały możliwość wykorzystania MGO oraz DHA przy tworzeniu oficjalnej definicji, ale uznano, że związki te nie są wystarczająco stabilne jako samodzielne markery autentyczności. Ich stężenia mogą zmieniać się podczas przechowywania i przetwarzania.
Dlatego sama wysoka wartość MGO na etykiecie nie wystarcza, by potwierdzić, że miód rzeczywiście pochodzi z nowozelandzkiej manuki.
MGO 400+ mówi, ile metyloglioksalu znajduje się w produkcie. Nie mówi natomiast wszystkiego o tym, skąd pochodzi miód i czy spełnia wszystkie kryteria stawiane autentycznej nowozelandzkiej manuce.
Na co patrzeć podczas zakupu?
Jeśli kupujesz miód manuka, nie musisz omijać wysokich oznaczeń MGO. Warto jedynie wiedzieć, co rzeczywiście oznaczają.
MGO 100+, 250+, 400+ czy 550+ informują o rosnącym stężeniu metyloglioksalu. Nie są jednak skalą, na której najwyższa liczba automatycznie oznacza najlepszy produkt.
Przy droższym miodzie warto sprawdzić również pochodzenie, producenta, sposób oznakowania oraz to, czy podawane parametry zostały potwierdzone badaniem danej partii. Jeżeli producent używa oznaczenia UMF, warto pamiętać, że jest to szerszy system niż sama deklaracja MGO.
Najciekawsze jest jednak to, że liczba widoczna na froncie słoika ma początek jeszcze w kwiecie. Nektar mānuka dostarcza przede wszystkim DHA, a metyloglioksal powstaje z niego później, już w miodzie.
Wyższe MGO oznacza większą zawartość metyloglioksalu, ale nie jest równoznaczne z „lepszym miodem” pod każdym względem. To jeden ważny parametr produktu, a nie ocena całej jego jakości.
Czy MGO daje korzyści zdrowotne?
Metyloglioksal jest jednym z powodów, dla których miód manuka tak mocno zainteresował naukowców. Badania laboratoryjne pokazują, że MGO odpowiada za znaczną część jego charakterystycznej aktywności przeciwbakteryjnej i może hamować rozwój niektórych drobnoustrojów. Właśnie dlatego manuka jest badana m.in. pod kątem zastosowania w leczeniu ran i ograniczaniu biofilmów bakteryjnych.
Nie oznacza to jednak, że miód z wysokim MGO działa jak lek po zjedzeniu łyżeczki. Najlepiej udokumentowane zastosowania dotyczą medycznych, standaryzowanych preparatów z miodem stosowanych miejscowo, zwłaszcza w opatrunkach. Na aktywność manuki wpływa też nie tylko samo MGO, ale również m.in. kwaśne pH, wysokie stężenie cukrów, związki fenolowe i inne składniki miodu.
Dlatego wysoka wartość MGO jest przede wszystkim informacją o zawartości metyloglioksalu i potencjale przeciwdrobnoustrojowym badanego miodu, a nie prostą skalą korzyści zdrowotnych dla konsumenta.
